You can Dance India!

Teachers day in Sunrise. Thanks for that show!

Reklamy
Categories: Moja historia | Tagi: , | Dodaj komentarz

Szczęśliwi mimo wszystko…

Indie uczą czekania. Zawsze tłok, trzeba sie nauczyć cierpliwości żeby tutaj żyć. Indie rozwijają się w dwóch kierunkach. Dążą do nowoczesności chcąc zachować tradycję. Tak jak statek na morzu idą z falą przy czym wrzucają wsteczny bieg. Piękno i bieda ukazują barwy życia. Kto tu przyjdzie zobaczy wszystko. Nawet więcej niż by chciał.

Kolejnym miastem w wyprawie było Chennai. Dawny Madras. Niecałe 6 milionów mieszkańców, a w śród nich jeden rikszarz, który zaproponował wycieczkę po najważniejszych zabytkach miasta. Chętnie podwoził pod Hinduskie świątynie opowiadając anegdoty z życia wzięte. W Chennai rozciąga się druga na świecie pod względem wielkości miejska plaża. Ma ok 10 km długości. Po złotym piasku biegają dzieciaki, sprzedawcy namawiają do cukrowej, różowej waty, a dla chętnych, którzy zawsze marzyli żeby wsiąść na koński grzbiet jest też oferta – galop na białym rumaku 🙂

10 lat temu zdarzyła się katastrofa – dotarła tutaj fala tsunami. Miała 7 metrów wysokości i wdarła głęboko do miasta niszcząc domy, sklepy, świątynie i kościoły. Wciąż widać ślady niszczycielskiej siły. Zdewastowane budynki są teraz domem dla ludzi, którzy stracili wszystko co mieli. Położona prowizorycznie falista blacha ma chronić od monsunów. Wciąż w niewielu budynkach jest podciągnięty prąd, a ludzie zajmują się najczęściej sprzedażą złowionymi rybami albo handlem kwiatami dla bogów. Bieda pierwsza rzuca się w oczy. Nie ma nic do ukrycia.

Jedziemy dalej, czas na obiad. Pora już wracać pod hostel. Sympatyczny rikszarz w czasie wycieczki zadzwonił do żony opowiadając jej o czymś radosnym głosem. Nie wiedziałam co planuje, jak się okazało spytał się czy mogę być gościem w jego domu. Umówiliśmy się na późne popołudnie.

India teach to wait. You need to learn patience to live here. India are developing in two directions. They tend to modernity, wanting to preserve the tradition. Just like a ship at sea with a wave coming the reverse throw. Beauty and poverty shows the colors of life. Who comes here sees everything. Even more than he wanted. Another city in my expedition was Chennai. Former Madras. Nearly 6 million residents, and among them one rickshaw driver who offered a tour around main sights of the city. In Chennai is the world’s second -largest urban beach. It has about 10 km long. On  golden sands kids were running around, Locals were selling candies and there was possibility to sit on a horse back. 10 years ago a disaster happened – the tsunami reached here. Wave was 7 meters tall and tore deep into the city, destroying houses, shops, temples and churches. I still could see traces of destructive forces. Devastated buildings are now home to people who have lost everything they had. Poverty first strikes the eye. There is nothing to hide. But they never give up! Try to rebuild home and celebrate festivals. Its time for lunch. Time to get back to the hostel. The friendly rickshaw driver diuring the tour called his wife telling her about something with a cheerful voice. I did not know what he was planning, as it turned out, he asked if I could be a guest in his house.

Obrazek

Well known hostel for backpackers in Chennai from 1951

ObrazekObrazek

Mój pokój w hostelu / My room in hostel

Obrazek

Poznani koledzy Amerykanie. American friends 🙂

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Wysiadłam pod lokalną restauracyjką, o której powinni napisać przynajmniej w TripAdvisor. Mimo, że leży przy mniej uczęszczanej ulicy, czasem trudno tu o miejsce.  Bo w porze obiadowej korzystają tu wszyscy. W menu dnia króluje ryż z różnymi sosikami. Kelner przechadzając miedzy stolikami w gumowych klapkach, nakłada chochelką brakujące dodatki. Można jeść bez ograniczeń.

I got off at a local restaurant, which should be mentioned at least in TripAdvisor. Although it was less busy street, sometimes it was difficult for a place. The waiter strolling among the tables in rubber flip-flops , imposes a small ladle additions. You could eat without restriction.

ObrazekObrazek

Nigdzie indziej nie ma bardziej aromatycznej kawy. Przyniesiona w aluminiowym kubeczku, przelewa sie ja do drugiego naczynia mieszając bardziej cukier i mleko, chłodząc i spieniając kawę./The best aromatic caffee with sugar and milk  in aluminium cup!

Obrazek

ObrazekObrazek

Późnym popołudniem przyszedł czas na umówioną wizytę w domu rikszarza. Punktualnie o 16 podjechał pod hostel, po czym małymi uliczkami pomknęliśmy do jego domu. Uliczki stawały sie coraz bardziej kręte i węższe. Pod koniec maszerowaliśmy po błotnistym chodniku. Jego dom był połączony razem z innymi domostwami. Wejścia do większości były bez drzwi, z przewieszonym ciężkim materiałem. Przed szarymi murami było patio, gdzie bawiły się wszystkie dzieci. Z otwartych okien można było usłyszeć gwar i rozpoznać co będzie podane do jedzenia.

Late in the afternoon it was time for an appointment at home rickshaw driver. Punctually at 16 he pick me up. More we drove streets became more and more winding and narrow. At the end we marched to the muddy pavement. His house was connected with other buildings. Majority homes were without doors, with slung a heavy material. With the windows open you could hear the buzz and identify what will be given to eat.

ObrazekObrazek

Zostałam zaproszona do domu. Mimo, że podłogi są mokre i pełne błota naniesionego z zewnątrz, należy zostawić buty przed wejściem. W 3 skromnych i ciemnych pokojach, żyła 8 osobowa rodzina. W jednym z pokoi była urządzona kuchnia. I to właśnie tam usiadłam czekając na przedstawienie mi po kolei każdego z członków rodziny.

Poznałam hałaśliwych braci i nieśmiałe siostry, rozpłakane dzieci sąsiadów i pięknie ubrane siostry rikszarza. Matka przygotowywała obiad. W kuchni 2x3metry, na podłodze rozłożyła matę. Na niej 3 bananowe liście, które były talerzami. Największy problem sprawiało mi usiąść po turecku dłużej niż 7 minut i jeść zgrabnie ręką rozsypujący się ryż z warzywami w sosie… Danie podano najpierw mi, później rikszarzowi. Kiedy skończyliśmy – do „stołu” zasiadły dzieci. Później zaprosiłam rodzinę do wspólnych fotografii. Wysłałam im na maila fotki. Może kiedyś powspominają i coś odpiszą 🙂

I walked into home. Although the floors were wet and full of mud spotted from the outside, I had to leave my shoes before entering. In 3 humble and dark rooms, family lived. In one of the rooms was equipped kitchen. I sat there and was waiting for presentation of each member of the family. I met noisy brothers and shy sisters, weeping children of neighbors and beautifully dressed sisters of rickshaw driver. Mother was preparing dinner. In the kitchen, 2×3 meters, she spread a mat on the floor . At the 3 banana leaves she put food. The biggest problem caused me to sit cross-legged for more than seven minutes and eat neatly hand crumbling rice with vegetables in sauce… Dish was given me first , then rickshaw. When we finished – around „the table” sat down children. Later, I invited the family to common photography. I sent them an email too . Maybe someday thy will write me back a message 🙂

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Mniam!

Categories: Moja historia | Dodaj komentarz

Akcja ewakuacja

Havelock I Neil to typowo turystyczne wyspy, na które obcokrajowcy od razu uciekają z nudnego Port Blair. No chyba, że jest się Indyjskim Turystą to trzeba koniecznie zostać do 5 dni. Zawsze zastanawiał mnie ich fenomen zwiedzania wysp, a szczególnie czerpania radości z przebywania na plaży. Już nie wspominam o tym, że wcale nie przebierają się w stroje kąpielowe, tylko jak przyjechali w koszulkach i spodenkach tak wchodzą do wody :). Najczęściej po kolana lub siadają, ale nie widziałam, żeby pływali. Ktoś mi powiedział, że 60% Indian nie potrafi utrzymać się na wodzie. Ale zdarzają się też takie perełki, które nie potrafiąc pływać zapisali się na kurs nurka… W końcu trzeba się nauczyć tylko nurkować 😛 O tuż fenomen polega na tym, że mimo iż plaża potrafi sięgać …set metrów to i tak całe familie spotkamy tuż przy wejściu na plażę. Plus minus w promieniu 70 metrów. Nie mówię o miejskich plażach na lądzie, ale na wyspach, tam gdzie są konkretne wejścia przy konkretnych resortach. Nikt z nich nie będzie zainteresowany zwiedzaniem następnej zatoczki albo po prostu długim spacerem w ciągu dnia. Natomiast Niemcy, Francuzi, Kanadyjczycy jak najbardziej wejdą w każdy kąt. Będąc na Andamanach 15 dni i na różnych wyspach i plażach wszędzie ten schemat się powtarzał. Jedną z teorii jest to, że plaża na każdym metrze jest tak samo piaszczysta a woda mokra, więc po co chodzić w tak gorącym słońcu?

Kto ma inny pomysł, to chętnie posłucham… w końcu człowiek uczy się przez całe życie.

Wyspy te to oaza spokoju. Mieszkańcy żyją według rolniczego albo turystycznego schematu. Wioski są numerowane dokładnie jak i plaże. Prosto i bez zbędnych udziwnień. Wioska numer 1 to tam gdzie dobija każdego dnia prom. Wioska 4 to jedna z większych „ruchliwych” miejsc. Są rybne restauracje gdzie za 250- 400 rupiee przygotują sporą rybę z warzywami i ryżem. Mały market, gdzie babcie sprzedają warzywa i owoce, kilka sklepów, bar z piwem no i kafejka internetowa, gdzie o zgrozo trzeba płacić 300 rupie za godzinę (na lądzie ok 25r.) Mimo ze łączność satelitarna, a oni sami mają podobno płacić bajońskie sumy rzędu 60 000 rupiee to chętnych nie brakuje. I tak dni upływają na kursach pomiędzy domkiem, marketem a plażą.

ObrazekKrokodyle atakują! 3lata temu był, zjadł i tyle go widziano…

Obrazek

Nie zabrakło kolejnej atrakcji. Kilka dni po przyjeździe coś się zdarzyło. Pewnego ranka dzień był niesamowicie ciężki, duszny, gorący. Wiatr kołysał drzewami, wiatrak mielił pokojowe powietrze, jedynym ratunkiem była woda i podwodny świat zwierząt. Odwrócił uwagę na długi czas… kiedy pojawiły się na horyzoncie chmury, które przysłoniły ostre promienie czas było wracać na ląd. Z poznanymi przyjaciółmi powędrowaliśmy świętować nową znajomość. W końcu nie pierwszy raz się zdarza, że 3 przypadkowo spotkanych rówieśników z Niemiec, Polski i Francji zakańcza kilkumiesięczną wyprawę po Indiach właśnie w tym miejscu. Opowieściom nie było końca, siedząc w jednym z pokoi, nawet nie zauważyliśmy coraz mocniej uderzającego wiatru, po niedługim czasie zaczął przybierać na sile. Kiedy bawiliśmy się w najlepsze do drzwi zapukał właściciel resortu.

Bardzo przepraszam przeprowadzamy ewakuacje, musicie jechać do szkoły. Jest ona z cegły, solidna konstrukcja uchroni przed latającymi kokosami… Zbliża się cyklon. Przejdzie przez naszą wyspę. Ostatni raz był tu 10 lat temu…

Hmm po prostu cudownie… Nie miałam najmniejszej ochoty na ewakuację, nie pierwszy raz wiatr będzie mocno wiał, mam już doświadczenie, bo w moim rodzimym Gdańsku zawsze wieje na jesień tak silnie… Nowi przyjaciele jednak byli bardzo poruszeni i zdeterminowani dotrzeć niczym strzała do tej szkoły. Pomyślałam, że to będzie świetna historia. Ewakuacja, jak w amerykańskich filmach, ludzie będą emocjonować się w szkolnych salach, na ławach będzie stała kawa i herbata, dostaniemy ciepłe koce, a pod koniec szereg materacy ukoi nasze nerwy…

Rzeczywistość była brutalna. Nie było kawci, materacy i ludzi którzy chcieli w o gole rozmawiać. Większość z nich była z Izraela i od razu położyła się do spania na podłodze lub łączonych krzesłach. Chcieli po prostu usnąć i mieć to z głowy. No tak ściany solidne dach wzmocniony, przetrwamy 🙂 Ale jak tu spać na ziemi, skoro niedaleko jest pokój z wygodnym materacem… Jeden z przyjaciół obudził nas o 3 w nocy mówiąc że najgorsze już za nami, tak powiedziała policjantka i śmiało możemy jechać do domów. No to w drogę:)

A to był błąd. Już o 5 wiatr uderzył w domki. Kokosy z hukiem uderzały o blachę. Przy tym zaczął padać mocny deszcz. Zamknęłam oczy i zastanawiałam się kiedy minie. Bo kiedyś minąć musiało…

Następnego dnia widać było gołym okiem, że będzie co sprzątać. Powalone drzewa przecięły linię energetyczną i odcięły od prądu kilkanaście rezydencji. Woda wymyła sporą część plaży, zostawiając w zamian śmieci.  Kolory nadal groźne, szaro, nijako, odwołane promy na 2 dni. Ludzie w policyjnych komisariatach proszą o przekładanie międzynarodowych lotów. Z matką naturą nie wygrasz, ale dlaczego nikt nie powiadomił kilka dni przed? Każdy zdążył by opuścić wyspę, inni przygotowali by sobie plan b…

Trudno co zrobić… no ale nie taki diabeł straszny jak go malują, cyklon raz na 10 lat na andamanach przeżyty, można jechać dalej.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Stacja benzynowa

Obrazek

Havelock and Neil are  typical tourist islands where foreigners immediately run away from boring Port Blair. Well, unless they are Indian tourists they must necessarily be up to 5 days. Someone told me that 60% of Indians can not swim. But there was also such genius that he was not being able to swim but he applied for diver course…

Next thing is although the beach can reach hundred meters …  the whole families meet at the entrance to the beach. Within plus or minus 70 meters . I’m not talking about the urban beaches on land, but on the islands , where there are specific entry in specific resorts . None of them will be interested in exploring the next cove or just have a long walk during the day. In contrast, Germans, French , Canadians want see every corner . Being in Andaman 15 days and on different islands and beaches everywhere this pattern persists . One theory is that the every meter of beach is just as sandy and the water wet, so why walk in the hot sun ?

Who has another idea , Iam ready to listen … I learn all life .

These islands are haven . The inhabitants live by agriculture or tourism scheme . Villages and beaches are numbered. Simply and without unnecessary frills . Village number 1 is where ferry every day stopps. Village 4 is one of the most ” busy ” places. There are fish restaurants for 250 – 400 rupiee. They prepare a large fish with vegetables and rice. Small market where grandmothers selling vegetables and fruits , a few shops , a bar with beer and  Internet cafe, where you have to pay 300 rupees per hour ( on land about 25r . ) And so days elapse between courses from cottage , market and beach.

There was another attraction . A few days after arriving something happened . One morning, the day was incredibly heavy, hot. The wind stirred the trees, the only solution was water and the underwater world of animals. It took my attention for  long time. I  met two friends roamed here and there and celebrate nice meeting. Stories were endless , sitting in one of the rooms do not even have noticed more and more striking wind , and soon started to gain momentum. When we talked owner of the resort knocked on the door .

I’m very sorry we carry out evacuations , you have to go to school. It made of brick, solid construction will protect against flying coconuts … cyclone is coming . Go through our island . The last time it was here 10 years ago …

Hmm just wonderful … I did not have the slightest desire to evacuate , not the first time the wind was blowing strongly in Gdansk always blows in the fall so heavily … New friends , however, were very moved and determined to get like an arrow to the school. I thought it would be a great story . Evacuation as in American films , people will flutter in the school halls , on the benches will become coffee and tea , get warm blankets , and at the end fall asleep on mattresses soothe our nerves …

The reality was brutal. There wasnt coffee , mattresses and people who wanted to talk . Most of them were from Israel and immediately lay down to sleep on the floor or connected chairs. They just wanted to sleep and be done with it . But how can you sleep on the ground , where 2 km from me was my room with a comfortable mattress … One of my friends woke us up at 3 am saying that the worst is behind us, so policewoman and boldly said we can go home. Here we go 🙂

And that was a mistake. About 5 wind hit the houses . Coconuts bump into the pan .  strong rain began to fall . I closed my eyes and I was wondering when it will stop . Because it has to stop some day …

Next day fallen trees broke power line and cut off residences. The water washed away a large part of the beach , leaving garbage in return . The colors were still dangerous , gray , vaguely . Government canceled ferries for 2 days. People asked police for help in international flights . With mother nature no one win, but why no one notified a few days before ? Everyone would leave the island , while others would prepared  plan b ..

Cyclone passed, but the devil was not so terrible as he was painted.. cyclone every 10 years on the Andaman, I was there, I felt that and after that I could go to another place.

Obrazek

Categories: Moja historia | Tagi: | Dodaj komentarz

Tum Hi Ho – Love anthem of the year

O miłości. Znana i słuchana, nie znalazłam osoby która by jej nie znała, albo nie miała w telefonie komórkowym.

Zamknij oczy i posłuchaj 🙂

About love. Everyone knows it and have in mobile phone.

Close your eyes and listen 🙂

Categories: Moja historia | Tagi: | Dodaj komentarz

Wideo prosto z telefonu, leniwie, tak jak na plaży

Lazy, relax, chill out…

Categories: Moja historia | Tagi: , , | 1 komentarz

Andamany – wisienka na torcie Indii

Na oceanie Indyjskim ponad 1000 km od Indii leży jeszcze nie przepełniony turystami archipelag.  Z 576 wysp zamieszkałe jest tylko 26 wysp przez około 320 tyś osób. Poleciałam tam w ciemno. Słyszałam tylko o nich, że mają ładną plażę i leżą bliżej Tajlandii niż Indii. Dotrzeć można na 2 sposoby. Drogą morską – 4 dni na statku lub samolotem – niecałe 2 godziny. I tylko z dwóch miejsc. Z Chennai lub Kalkuty.

Na lotnisku w Chenai zaskoczyła mnie procedura przyjmowania pasażerów. Mój bilet kontrolowany był na poszczególnych etapach setki razy, przed wejsciem na lotnisko, przed skanowaniem bagażu i naklejeniem na niego mnóstwa naklejek, przed wydaniem właściwego biletu, następnie przed kontrolą osobistą (Obowiązują 2 kolejki męska i żeńska), w trakcie kontroli przed wejściem na pokład i o zgrozo po wylądowaniu 🙂 Pierwszym punktem na lotnisku w Port Blair jest uzyskanie zgody na pobyt – „permitu”. Maksymalnie na 30 dni i niechętnie przedłużane. Z takim permitem można się poruszać po Port Blair, wioskach Rangat i Mayabunder, Diglipur, a także Neil, Havelock i Long. Na wysepki Ross, Red Skin, Jolly Buoy, Cinqe i Viper można popłynąć ale zakazany jest nocleg. Natomiast obcokrajowcy w ogóle nie mają dostępu na nikobary.  Jest to militarny obszar, gdzie podobno trzymane są nuklearne U-boty.

Przed wjadem na każdą wyspę karteczka z permitem jest szczegółowo sprawdzana i spisywana… aż strach pomyśleć co by się stało jak by się zgubiła…

Mam permit, bagaż no to w drogę. Przed wyjściem z tego malutkiego lotniska już czekają taksówkarze i rikszarze… gdzie pani jedzie?

O Port Blair! Zapraszam 90 rupiee!

Drogo… w końcu to 3 km… idę dalej cena spada… już za 80…70 rupiee słyszę że muszą płacić za parking i niżej nie zejdą, w porządku idę na piechotę… za bramą lotniska przystaje mniej nachalny rikszarz który zabiera za 50 i podrzuca pod pierwszy wolny hostel blisko centrum. Na odchodne przynosi mi krem z cynkiem. Do dziś sie zastanawiam czy to był przedstawiciel farmaceutyczny czy może byłam jego 1000 klientem.

Port Blair to jedyna miasto Andamanów. Założony przez piratów, był doskonałą bazą do łupienia skarbów z okrętów brytyjskich i portugalskich. Jednak kiedy został zrabowany statek brytyjskiego gubernatora, Brytania i Portugalia przegoniła piratów. W XIX wieku zostało zbudowane więzienie dla indyjskich polityków, którzy bili się o wolność i byli niewygodni dla korony Brytyjskiej.  Dziś więzienie „Cellular Jail”  to muzeum, gdzie zobaczymy historię niepodległościowych aspiracji narodu indyjskiego.

Andamany to raj na ziemi. Jeszcze nie do końca odkryte przez masowych turystów. Plaże piękne i prawie bezludne. Bez budek z hot dogami i „naganiaczami”. Bajecznie biały, czysty piasek, zielone pióropusze palm i turkusowa woda. Temperatura powietrza nie wymaga ubierania się. Na plaży leżą kolorowe, różnokształtne muszelki, które co jakiś czas przesuwane są przez leniwe fale.

Niezliczone kraby w kolorowych muszlach i najrozmaitszych kolorach wędrują beztrosko po plaży, chowając się w ułamku sekundy kiedy zobaczą cień.

Jak tu pięknie! Oby tak zostało na długo, cisza, samotny rybak stoi w wodzie po kolana i sprawdza sieci. Dalej łódka kołysze się na wodzie przywiązana długim, bladożółtym sznurem do wystającego na brzegu drzewa. Za kilka godzin odpływ. Woda cofa się nawet miejscami o 300 metrów. Kto na ryby to o 6 rano powinien już wypływać. Później już powrót na lunch z rybką.

 Obrazek

More than 1,000 km from India there is still not overcrowded place. Archipelago with 576 islands but  only 26 islands are inhabited by  about 320 thousand people. I only heard about them, that they have a nice beach and lie closer to Thailand than India. Can be reached in 2 ways. By sea – 4 days on a ship or plane – less than 2 hours . And only reached from two places. From Chennai or Calcutta.

At the airport in Chennai the procedure surprised me. My ticket was controlled at various stages hundreds of times before entering the airport, before scanning luggage and sticking on it lots of stickers, before issuing the appropriate ticket, during an inspection prior to boarding and after landing 🙂 the first point at the airport in Port Blair is to obtain residence permit. Up to 30 days and reluctantly extended. With this permit, you can move around Port Blair, Rangat, Mayabunder, Diglipur villages, Neil , Havelock and Long. On the  Ross , Red Skin , Jolly Buoy , Cinq and Viper island you can sail but cant stay for night . In contrast, foreigners do not have access to the Nicobar Islands. It is a military area, where apparently they are kept nuclear U-boats .

Before you enter into the island each Permit is carefully checked and written down … it’s scary to think what would have happened when is lost …

I have a permit, luggage. Now leaving this tiny airport already taxi drivers and rickshaw driver are waiting… where are you going ?

To Port Blair ! Just 90 rupiee !

Too much … in the end is just 3 km … I go further price fall down … already 80 .. 70 rupiee I hear that they have to pay for parking and below that price do not come down , okay I’m going for a walk … behind the airport gate I found rickshaw driver who takes  50 and show me the first free hostel near the center. Then he gives me cream with zinc. To this day I wonder if he was a pharmaceutical representative, or may I have been his 1000 client.

Port Blair is the only city in the Andamans. Founded by pirates, was the perfect base to plunder the British and Portuguese ships. However, when pirats plundered ship of the British governor, Britain and Portugal chased the pirates. In the nineteenth century there was a prison built for Indian politicians who fought for freedom and were inconvenient for the British crown. Today prison „Cellular Jail” is a museum where you will see the history of the independence aspirations of the India people.

Andaman is a paradise on earth. Not yet fully discovered by mass tourists. Beautiful beaches and almost deserted. Without restaurants with hot dogs. Fabulous white sand is clean, green plumes of palm trees and turquoise water. The air temperature does not require dressing. On the beach lies colorful, various shaped shells, which occasionally are moved by the lazy waves .

Countless colorful shells of crabs and all sorts of colors wander carelessly on the beach, hiding in a split second when they see a shadow.

It’s beautiful ! Lonly fisherman stands knee-deep in water and checks the net. Next boat sways in the water tied to a long rope to a protruding pale at the edge of the tree. In a few hours the will be outflow. Water recedes even places of 300 meters . Who would like fishing should wake up early. After some time that return for a lunch with fish.

 

ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekWandoor beach

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Skarby plaży! Zrób zdjęcie! Szybko! Co z nimi zrobisz? Zjesz?… Nie, po prostu lubię je nosić 🙂

Treasures of beach! Make Pic! Quick! What you want to do with them? Eat? … No… I just like to hold them 🙂
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Jack fruit

Obrazek Mój dom w raju / My home in paradiseObrazek

Categories: Moja historia | Tagi: , , | 1 komentarz

Gdzie pieprz rośnie…

O kerali słyszałam już 6 lat temu od znajomego hindusa, który urodził się w Cochin. Opowiadał, o zielonej krainie, gdzie, temperatura nie spada poniżej 20 stopni, a jedzenie jest zupełnie inne niż na północy. Dawniej było tam wysokie bezrobocie i analfabetyzm. Ale kiedy w 1957 partia komunistyczna weszła do parlamentu wprowadzono wiele reform, po których wiele rzeczy zmieniło się na plus. Teraz opieka zdrowotna jest na wysokim poziomie, a Kerala posiada jeden z wyższych odsetek ludzi bardzo dobrze wykształconych.

Cochin to bardzo urokliwe miasteczko, gdzie mieszkali tu dawniej Portugalczycy Holendrzy, Anglicy, Żydzi. W tym mieście jedynym na całe Indie funkcjonuje mniejszość żydowska..W labiryntach wąskich uliczek postawione są liczne domki i kościółki po których łatwo możemy rozpoznać kto je zapojektował.  Chińczycy też pozostawili po sobie wizytówkę,  czyli urokliwe chińskie sieci.

About Kerala I already heard six years ago from a friend, an Indian, who was born in Cochin. He told me about the green land where the temperature does not drop below 20 degrees, and the food is quite different than in the north. Historically, there was high unemployment and illiteracy. But in 1957, when the Communist Party came to parliament introduced many reforms, after which many things have changed on a plus. Now health care is at a high level, and Kerala has one of the highest percentage of people very well educated.

Cochin is a very charming little town where they lived here before Portuguese, Dutch, British, Jews. In this city, only the whole of India is functioning Jewish minority… In the narrow streets there are placed many cottages and churches after which we can easily recognize who designed them. The Chinese also left behind a suvenir, a charming Chinese network.

 

Obrazek

Obrazek

Wszystkie atrakcje w Cochinie można zobaczyć chodzę pieszo. A za 50 rupi za godzinę rikszarz  pokaże targ przypraw, gdzie unosi się zapach kardamonu, wanilii, cynamonu, kawy i pieprzu dalej można zahaczyć o świątynie i meczety, kościoły, pałace.

160 km od Cochin w górach cynamonowych, 1600 m.n.p.m  leży piękny, soczyście zielony i górzysty Munnar. To tu zrywane są najlepsze młode listki do porannej herbaty. Tu czas się zatrzymał. Nikomu nigdzie się nie spieszy. Krzaki herbaciane przyciągają, zapraszają, żeby „zgubić się w małych ścieżkach”. Poranna mgła dodaje uroku. Mleczne chmury odsłaniają część wzgórz odchylając jakby rąbka tajemnicy. Lokalny sklepik przyrządza pyszną bawarkę i podaje słodkie ciasteczka. Ludze z uśmiechem mijają  się na ulicy, zaczepiając i pozdrawiając. Ktoś pomacha, ktoś spyta się o kraj pochodzenia. Zaraz padną standardowe pytania: co mi się tutaj podoba. A czy jedzenie smakuje 🙂 …. A jak tu nie polubić ryby w sosie curry i mlekiem kokosowym, albo Masala dosa- chrupiącego ogromnego naleśnika i smażonego na oleju kokosowym… Przyprawy, zapachy, cudowne polaczenia chilli, czosnku i limonki. Sztuką jest w Indiach stracić na wadze… nie można przejść obojętnie obok chili paneer czy utapam.

All attractions in Cochn you can see walking on foot. And for 50 rupees per hour rickshaw driver will show spice market, where the smell of cardamom, vanilla, cinnamon, coffee and pepper can make you positively crazy.

160 km from Cochin in the cinnamon mountains, 1600 meters above sea level is a beautiful, lush green and hilly Munnar. Here are best picked young leaves for morning tea. Here time has stopped. Anyone is in a hurry. Tea bushes attract, invite you to ” get lost in the small paths.” Morning fog adds charm. Milk clouds reveal some hills leaning like the curtain. In local shop leady prepare delicious Bavarian and gives sweet cookies. Someone would wave, someone asks about the country of origin. Soon they will ask standard questions : what I like it here . And if the food tastes good 🙂 …. And what ‚s not to like in fish in curry sauce and coconut milk, masala dosa a huge „pancake” – crispy fried in coconut oil… Spices, smells wonderful connection chilli, garlic and lime .

The trick is in India to lose weight … you can not pass without trying . And without some ekstra kg in your belly…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Market przy Echo point, Munnar/ Market close to Echopoint, MunnarObrazek

 Nordauto wersja Indyjska / Nordauto Indian style

Obrazek

Uwaga jedzenie najlepiej smakuje jak jemy palcami 🙂

 ObrazekObrazek

Jezus i Ganesha razem. Tylko w Kerali/ Jesus and Ganesha together. Only in Kerala

Obrazek

Rybi market/ Fish market

Obrazek

Jedna z głównych ulic w Alapphuza/ One of the main street in Alapphuza

Obrazek

Życie jest ciężkie, nawet trawę dla krowy trzeba przywieźć z innej wyspy/ Life is hard, even grass for cow you need to bring from another island

Obrazek

Houseboats made of dark, oiled jackwood is a big business

Obrazek

Najlepsze domki w Backwaters/ Best house in Backwaters

Obrazek

 Ziarna pieprzu/ Fresh pepper

Obrazek

Szef kuchni i kelnerzy/ master chef and waitress

Categories: Moja historia | 4 Komentarze

Obrazek

Categories: Moja historia | 1 komentarz

Just do it

Zdecydowałam. Jadę na południe. Pierwszy raz to była trudna decyzja. Jak zaplanować…. Jest to tak duża  przestrzeń, reguły są trochę inne niz w Europie, gdzie zwykle podróżowałam. Pierwsza myślą było zarezerwowanie wyprawy w polskim biurze podroży na listopad. Nie ma problemu, mają miejsce. Wszystko zorganizowane, dopięte na ostatni guzik. Ale zaporowa cena. Nawet jeśli nie kalkulują biletu lotniczego, wciąż place więcej i dodatkowo za “jedynkę” w hotelu. Single wciąż ponoszą skutki podróżowania w pojedynkę. Wyższe koszty hoteli, transportu… Pomyśl bardzo prosty ale kosztowny. Czas na plan B. Podróżuje na własna rękę. Poszukuje zakwaterowania, ekonomicznych hoteli, pokoi gościnnych. Proste. Podoba sie- biorę. 10% wpłaty na konto i rezerwacja gotowa. Ceny od 400 do nawet 2000 rupie. Jakość, lokalizacja ma ogromne znaczenie.
Kolejnym pytaniem jest jak długo chce zostać w poszczególnych miejscach. Czy 3 dni to wystarczająco długo? A może 5 dni? Jeśli chce przedłużyć pobyt, to czy będzie nocleg? I czy faktycznie to miejsce jest warte wizyty? Transport. To gwoźdź programu. Jeśli podróżowanie po mieście jest proste, to wyjazd poza jest juz bardziej skomplikowany. A mianowicie bilety trzeba rezerwować z lekkim wyprzedzeniem. Przynajmniej 3 dni. A w miejscach bardziej turystycznych to i więcej. Jeśli są zarezerwowane bilety to planowanie podroży jest juz o wiele prostsze.
Inspiracji i pomysły biorę z forum, rozmów z przyjaciółmi, informacje turystyczne tez wiele podpowiadają. Koniec języka za przewodnika. Plan gotowy Udaipur- Ahmadabad – Kochi- Munnar- Thekkady – Verkala – Kovalam – Madurai – Chennai.
Dzika natura, bajeczne plaze, kanały wodne w Kerali, delfiny, owoce morza, nowe znajomości i historie… Jestem gotowa. Keralo – nadchodzę  pomóż mi i spraw ze ta wyprawa bedzie warta zapamiętania.

I decided. Iam travelling south. For the first time it was tough decision. How to plan…. Its so big area, rules are little bit different than in Europe, that i used to travel. First idea was to call polish tour office and ask for journey in November. Yes they had. Everything organised. There was place for me as well. The thing was price. Too high, even without flight ticket. And I had to pay more coz I would sleep in single room… Ehhh yes single have to pay more if they have desire to travel alone. They cant share costs of travelling, sleeping. This idea was easy but too expensive. So plan B. I decided to travel by my own. Look for accommodation. Budget hotels. Guest houses. Easy. Pay 10%. Prices are from 400 till even 2000. Quality, localisation make difference. Now, the most important thing, how long stay in those places. Is 3 days enough?
Or 5? If I decided to stay 2 days, and then would like to stay longer would I fund free place to sleep? Or Is this place real attractive to stay? Other thing to focus is transportation. Travelling in city is not so complicated. But as travelling to next city is concerned there are bigger problems. Because ticket  need to be booked in advance. At least 3 days. If its touristic please even more days. So when once ticket is booked is easy to plan further trip. But still Iam confused if these much days are enough or not.
Forums, talking with friends, asking workers in tourist information is the best way to find out where to go and what to see. My plan till now is Udaipur- Ahmadabad – Kochi- Munnar- Thekkady – Verkala – Kovalam –Madurai – Chennai. Wild nature, Gorgeous beaches, Keralan backwaters, dolphins, sea food, new people that i can meet on my path… Iam ready. Kerala Iam coming. Please help me and make my trip worth to memorise.

Obrazek

Categories: Moja historia | Tagi: | Dodaj komentarz

Business is salt of life

Kazdy ze straganow to unikatowa kompozycja. Jest to sztuka uliczna.

Ozywiane nad ranem i znikajace wieczorem. Wprost na ulicy handluje sie towarami

pierwszej potrzeby. Sprzedawca potrafi jednym gestem zachecic do podziwiania i zakupienia towaru.

Woda kokosowa. Ciezkie zielone kokosy usawione w piramide. Kiedy przychodzi klient, sprzedawca

sprawnym ruchem siega po orzecha i blzczacym ostrym tasakiem ucina koncowke , wkladajac rurke

do srodka. Wypite kokosy usypuja sie tuz obok. Wiekim hitem sa soki owocowe. Handlarz obok

ustawil wielka maszyne na drewnianym stole. Annanasy, slodkie lemonki czy pomarancze konkuruja

o wzgledy kupujacych. Ostatecznie gdy nie mozna sie zdecydowac, sprzedawca tworzy owocowy

mix. Szybko i prosto. Na miejscu dostaje w przezroczystej szklance. Na wynos to woreczek zwiazany

mocnym zoltym sznurkiem.

Na ulicy panuje ruch. To co lsni lepiej sie sprzedaje. Sprzedawcy poleruja metalowe branzoletki,

plastikowe pierscionki ze sztucznym kamczkiem ustawione kolorstycznie. Polyskuja w sloncu i

zapraszaja do kupna. W koncu ktos o nie zadbal. NIe moga byc bezwartosciowe. Na ulicy wygladaja

ladnie. Uczuciami jakimi darza handlarze swoje przedmioty moga sprawic ze kazdy bedzie chcial

nabyc cokolwiek. Czego ci potrzeba? Chcesz przymierzyc? Uliczni sprzedawcy nigdy nie przepuszcza

okazji do zagadania. Nawet po zakupie probuja jeszcze zaoferowac cos co moze sie przdac

kupujacemu.

Najbardziej nieustepliwi sa mlodzi chlopcy. Ktorzy maja ambicje sprzedac jak najwiecej i jak

najszybciej. Nie odpuszczaja szybko. Gleboko patrza w oczy i prosza o kupienie drobiazgu

badz wrzucenie monety dla boga ktorego przyniesli w koszyczku. Na zmiane patrza w twarze

przechodzacych ludzi. Indyjski handel to talent. Trzeba umiec sie uniesc na fali indyjskiego handlu.

Sprzedaz zapewnia przetwanie. Najlepiej widac to w pociagach. Lokalni sprzedawcy wskakuja do

srodka. Hindus przejezdzajac tysiace kilometrow i spedzajac dziesiatki godzin w pociagu nie musi

isc do sklepu. To sklep przychodzi do niego. Jedzenie, ciastka, slodkie napoje, swieze soki, chipsy,

przekaski, dmuchane poduszki, wszystko jest dostepne co przydaje sie w podrozy.

Nie ma podzialu na wagony. Indyjscy hanlarze perfekcyjnie opanowuja caly sklad. Glosnym

nawolywaniem zaznaczaja swoja obecnosc. Zdarza sie ze pociag rusza a oni jada z name do

nastepnej stacji oddalonej o pol godziny drogi. Tam wysiadajac lapia kolejny, powrotny pociag ze

stacji B do stacji A.

W indiach kiedy nie ma sie zawodu odziedziczonego po rodzinie. Zawod poprostu trzeba sobie

stworzyc. W grupie miliarda osob latwo zagubic sie w masie. Kazdy ma potrzebe bycia potrzebnym.

Posiadania celu dla ktorego wstaje wczesnie rano i powrotu poznym popoludniem. Nadanie

swojemu istnieniu sensu jest wartoscia sama w sobie. Kto nie musi zebrac na ulicy i blagac o datki

ten moze spac spokojnie. Kazdy pracujacy ma dodatkowa motywacje. Nie chce skonczyc na ulicy.

Wiec jego zmagania ze sprzedaza nie maleja. Dlatego te targowanie to nieodloczny element

towarzyszacy sprzedazy. Kupujacy upatruje oszczednosci tam gdzie sprzedawca zysku. Nie rzadko

wymieniane sa dialogi na temat jakosci towaru. By pod koniec wynegosjowac satysfakcjonujaca

cene.

 ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Categories: Moja historia | 2 Komentarze

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.