Gdzie pieprz rośnie…

O kerali słyszałam już 6 lat temu od znajomego hindusa, który urodził się w Cochin. Opowiadał, o zielonej krainie, gdzie, temperatura nie spada poniżej 20 stopni, a jedzenie jest zupełnie inne niż na północy. Dawniej było tam wysokie bezrobocie i analfabetyzm. Ale kiedy w 1957 partia komunistyczna weszła do parlamentu wprowadzono wiele reform, po których wiele rzeczy zmieniło się na plus. Teraz opieka zdrowotna jest na wysokim poziomie, a Kerala posiada jeden z wyższych odsetek ludzi bardzo dobrze wykształconych.

Cochin to bardzo urokliwe miasteczko, gdzie mieszkali tu dawniej Portugalczycy Holendrzy, Anglicy, Żydzi. W tym mieście jedynym na całe Indie funkcjonuje mniejszość żydowska..W labiryntach wąskich uliczek postawione są liczne domki i kościółki po których łatwo możemy rozpoznać kto je zapojektował.  Chińczycy też pozostawili po sobie wizytówkę,  czyli urokliwe chińskie sieci.

About Kerala I already heard six years ago from a friend, an Indian, who was born in Cochin. He told me about the green land where the temperature does not drop below 20 degrees, and the food is quite different than in the north. Historically, there was high unemployment and illiteracy. But in 1957, when the Communist Party came to parliament introduced many reforms, after which many things have changed on a plus. Now health care is at a high level, and Kerala has one of the highest percentage of people very well educated.

Cochin is a very charming little town where they lived here before Portuguese, Dutch, British, Jews. In this city, only the whole of India is functioning Jewish minority… In the narrow streets there are placed many cottages and churches after which we can easily recognize who designed them. The Chinese also left behind a suvenir, a charming Chinese network.

 

Obrazek

Obrazek

Wszystkie atrakcje w Cochinie można zobaczyć chodzę pieszo. A za 50 rupi za godzinę rikszarz  pokaże targ przypraw, gdzie unosi się zapach kardamonu, wanilii, cynamonu, kawy i pieprzu dalej można zahaczyć o świątynie i meczety, kościoły, pałace.

160 km od Cochin w górach cynamonowych, 1600 m.n.p.m  leży piękny, soczyście zielony i górzysty Munnar. To tu zrywane są najlepsze młode listki do porannej herbaty. Tu czas się zatrzymał. Nikomu nigdzie się nie spieszy. Krzaki herbaciane przyciągają, zapraszają, żeby „zgubić się w małych ścieżkach”. Poranna mgła dodaje uroku. Mleczne chmury odsłaniają część wzgórz odchylając jakby rąbka tajemnicy. Lokalny sklepik przyrządza pyszną bawarkę i podaje słodkie ciasteczka. Ludze z uśmiechem mijają  się na ulicy, zaczepiając i pozdrawiając. Ktoś pomacha, ktoś spyta się o kraj pochodzenia. Zaraz padną standardowe pytania: co mi się tutaj podoba. A czy jedzenie smakuje 🙂 …. A jak tu nie polubić ryby w sosie curry i mlekiem kokosowym, albo Masala dosa- chrupiącego ogromnego naleśnika i smażonego na oleju kokosowym… Przyprawy, zapachy, cudowne polaczenia chilli, czosnku i limonki. Sztuką jest w Indiach stracić na wadze… nie można przejść obojętnie obok chili paneer czy utapam.

All attractions in Cochn you can see walking on foot. And for 50 rupees per hour rickshaw driver will show spice market, where the smell of cardamom, vanilla, cinnamon, coffee and pepper can make you positively crazy.

160 km from Cochin in the cinnamon mountains, 1600 meters above sea level is a beautiful, lush green and hilly Munnar. Here are best picked young leaves for morning tea. Here time has stopped. Anyone is in a hurry. Tea bushes attract, invite you to ” get lost in the small paths.” Morning fog adds charm. Milk clouds reveal some hills leaning like the curtain. In local shop leady prepare delicious Bavarian and gives sweet cookies. Someone would wave, someone asks about the country of origin. Soon they will ask standard questions : what I like it here . And if the food tastes good 🙂 …. And what ‚s not to like in fish in curry sauce and coconut milk, masala dosa a huge „pancake” – crispy fried in coconut oil… Spices, smells wonderful connection chilli, garlic and lime .

The trick is in India to lose weight … you can not pass without trying . And without some ekstra kg in your belly…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Market przy Echo point, Munnar/ Market close to Echopoint, MunnarObrazek

 Nordauto wersja Indyjska / Nordauto Indian style

Obrazek

Uwaga jedzenie najlepiej smakuje jak jemy palcami 🙂

 ObrazekObrazek

Jezus i Ganesha razem. Tylko w Kerali/ Jesus and Ganesha together. Only in Kerala

Obrazek

Rybi market/ Fish market

Obrazek

Jedna z głównych ulic w Alapphuza/ One of the main street in Alapphuza

Obrazek

Życie jest ciężkie, nawet trawę dla krowy trzeba przywieźć z innej wyspy/ Life is hard, even grass for cow you need to bring from another island

Obrazek

Houseboats made of dark, oiled jackwood is a big business

Obrazek

Najlepsze domki w Backwaters/ Best house in Backwaters

Obrazek

 Ziarna pieprzu/ Fresh pepper

Obrazek

Szef kuchni i kelnerzy/ master chef and waitress

Reklamy
Categories: Moja historia | 4 komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Gdzie pieprz rośnie…

  1. ech i jak tu Indii nie kochac? zdjęcia cudne, widoki piękne, jedzenie pyszne, ceny przystępne… musze sie tam kiedys wybrać 😉 ps. tęsknie! :* ps.2. pieknie piszesz :* ps.3. musimy w jakas podroz sie razem wybrac – bedzie taniej 😀

  2. I ja też z wami jadę ,Indie są cudowne 🙂

  3. ed

    Kerala… Zapach glonów, widok biegających po groblach psów… Białe kościoły , jak na wodzie , sprzedawcy żywych langust ze styropianowych pojemników , z łodzi. przepiękne zachody słońca i myśl ,żeby się podzielić tym wszystkim…

  4. Zawsze chciałem zwiedzić Indie, są niesamowite.Kultura, kuchnia, tradycje…Super relacja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: